Najwcześniej zmianę sytuacji było widać nie w produkcji budowlanej, lecz w nastrojach przedsiębiorców. Czerwcowy wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w budownictwie wyniósł -0,7 pkt, podczas gdy rok wcześniej kształtował się na poziomie -4,7 pkt. Choć nadal przeważają oceny negatywne, przewaga pesymistów wyraźnie stopniała.
Poprawę potwierdza struktura odpowiedzi przedsiębiorców. W porównaniu z czerwcem ub. roku z 14,6% do 12,1% zmniejszył się odsetek firm spodziewających się pogorszenia koniunktury, a odsetek przedsiębiorców oczekujących jej poprawy wzrósł z 9,9% do 11,4%. Nie jest to jeszcze sygnał dynamicznego wzrostu inwestycji, ale po dwóch trudnych latach można mówić o stopniowej odbudowie zaufania do rynku.
Mimo poprawy nastrojów nie zmieniła się hierarchia barier rozwoju branży. Największym problemem są koszty zatrudnienia, wskazywane przez 66,8% przedsiębiorców wobec 68,3% rok wcześniej. W przeciwieństwie do pozostałych utrudnień wzrosło natomiast znaczenie kosztów materiałów budowlanych – z 45,2% do 48,4%.
Rzadziej niż przed rokiem przedsiębiorcy skarżą się na niedostateczny popyt czy niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej.
Lepsze nastroje nie są jeszcze dowodem trwałego ożywienia. Pokazują jednak, że przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać sygnały poprawy wcześniej, niż widać je w oficjalnych statystykach. To, czy mają rację, najlepiej wyczytać z danych o produkcji budowlano-montażowej.
Produkcja wychodzi z dołka
Lepsze nastroje znajdują już odzwierciedlenie w twardych danych Głównego Urzędu Statystycznego. W maju produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 3,9% w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku. Na pierwszy rzut oka nie jest to wynik imponujący. Warto jednak pamiętać, że najważniejsze było samo zatrzymanie spadków. Po pięciu miesiącach produkcja budowlano-montażowa wciąż była łącznie o ok. 5% niższa niż w analogicznym okresie ub. roku.
Z danych wynika, że rynek przeszedł z fazy pogłębiającej się dekoniunktury do etapu stopniowej odbudowy aktywności. Obraz rynku nie jest jednoznaczny. Pod powierzchnią ogólnych danych kryją się duże różnice pomiędzy poszczególnymi segmentami budownictwa.
Najlepiej w maju wypadły firmy zajmujące się pracami specjalistycznymi, których produkcja wzrosła o 10,8% rok do roku. Mimo to po pięciu miesiącach wynik tego segmentu pozostawał o 5,6% niższy niż przed rokiem.
W segmencie kubaturowym maj przyniósł wzrost o 5,8%, jednak również tutaj bilans od początku roku pozostawał ujemny (-5,2%).
Najsłabiej nadal prezentowała się inżynieria lądowa i wodna. Produkcja była niższa zarówno w maju (-1,8%), jak i w ujęciu narastającym (-4,5%).
Oznacza to, że choć budownictwo wyraźnie wychodzi z okresu spowolnienia, tempo poprawy pozostaje nierównomierne.
Budownictwo rozwija się w różnym tempie
Nie powinno to dziwić. To naturalna konsekwencja specyfiki rynku budowlanego. Prace specjalistyczne są zwykle najszybszym odzwierciedleniem zmiany aktywności inwestycyjnej, natomiast budowa obiektów kubaturowych oraz inżynieria lądowa i wodna reagują z różnym opóźnieniem.
Dlatego poprawa koniunktury najwcześniej widoczna jest w robotach specjalistycznych, czyli takich, które dotyczą m.in. przygotowania terenu, wykonania instalacji i prac wykończeniowych. Tego typu działania odbywają się praktycznie na każdym etapie realizacji inwestycji, dzięki temu szybciej niż pozostałe segmenty odzwierciedlają zmiany aktywności inwestorów. Majowy wzrost produkcji o 10,8% rok do roku może więc świadczyć o stopniowym ożywieniu procesów inwestycyjnych.
Znacznie ostrożniej należy natomiast interpretować słabsze wyniki inżynierii lądowej i wodnej. Ten segment jest silnie uzależniony od realizacji dużych projektów infrastrukturalnych finansowanych ze środków publicznych. Od momentu ogłoszenia przetargu do wejścia wykonawców na plac budowy często mija wiele miesięcy, dlatego wzrost liczby nowych kontraktów dopiero z opóźnieniem przekłada się na statystyki produkcji budowlano-montażowej.
Oznacza to, że obecne zróżnicowanie wyników nie musi świadczyć o trwałej słabości infrastruktury. Może być po prostu naturalnym elementem początku nowego cyklu inwestycyjnego, w którym poszczególne segmenty rynku odbudowują aktywność w różnym tempie.
Na giełdzie widać poprawę?
Nie tylko przedsiębiorcy zaczynają z większym optymizmem patrzeć na najbliższe miesiące. Podobne sygnały płyną z warszawskiej giełdy, choć w tym przypadku trudno mówić o entuzjazmie. Od początku roku indeks WIG-Budownictwo zyskał ok. 10%, jednak droga do tego wyniku była wyjątkowo wyboista. Po silnych wzrostach na początku roku przyszła gwałtowna korekta – na przełomie lutego i marca indeks stracił blisko 17%, a kolejna fala spadków pojawiła się w połowie kwietnia. Dopiero od lipca notowania ponownie zaczęły rosnąć.
Tak duża zmienność pokazuje, że inwestorzy dostrzegają poprawiające się perspektywy branży, ale jednocześnie nie są przekonani o trwałości ożywienia. Na rynku kapitałowym z natury wycenia się przyszłość, dlatego notowania spółek budowlanych zwykle reagują wcześniej niż oficjalne statystyki produkcji czy wyniki finansowe przedsiębiorstw. Obecny trend wzrostowy można więc interpretować jako wyraz oczekiwań, że w kolejnych kwartałach zwiększy się liczba realizowanych kontraktów.
Historia pokazuje, że giełda potrafi zarówno trafnie wyprzedzać zmiany koniunktury, jak i okresowo ulegać nadmiernemu optymizmowi. Tym razem sytuacja wydaje się jednak wyraźnie współgrać z poprawiającymi się nastrojami przedsiębiorców oraz pierwszymi oznakami odbicia widocznymi w danych GUS-u.
Ożywienie tak, ale nie dla wszystkich
Choć pełne dane za I półrocze 2026 r. nie są jeszcze dostępne, to coraz wyraźniej widać kierunek zmian. Poprawiają się nastroje przedsiębiorców, produkcja budowlano-montażowa przestała się kurczyć, a inwestorzy giełdowi śmielej zakładają, że koniunktura w kolejnych kwartałach wyraźnie się poprawi.
Nie oznacza to jednak, że cała branża weszła w fazę dynamicznego wzrostu. Wciąż utrzymują się wyraźne różnice pomiędzy poszczególnymi segmentami rynku. Roboty specjalistyczne i budownictwo kubaturowe przyspieszają znacznie szybciej niż sektor infrastrukturalny. W tym ostatnim czeka się na pełne uruchomienie największych inwestycji. To właśnie od tempa ich realizacji będzie zależało, czy obecne oznaki ożywienia przerodzą się w trwały trend. Pierwsza połowa 2026 r. może więc okazać się nie początkiem budowlanego boomu, lecz momentem, w którym rynek ostatecznie zakończył okres stagnacji i wszedł w nowy cykl.