Na budowie drogi ekspresowej S17 na Lubelszczyźnie przez dłuższy czas regularnie znikało paliwo z maszyn. Policja ustaliła sprawców – dwóch młodych mężczyzn w wieku 19 i 20 lat. Działali w kilku powiatach, wracali na te same inwestycje i wykorzystywali chwile, gdy sprzęt pozostawał bez nadzoru. Łącznie ukradli ponad 8 tys. litrów paliwa o wartości przekraczającej 80 tys. zł. Zarzut paserstwa usłyszał również 21-latek, który kupował kradzione paliwo po okazyjnej cenie. Wkrótce cała trójka stanie przed sądem. Jeśli wymiar sprawiedliwości uzna, że doszło do kradzieży z włamaniem, sprawcom może grozić kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.
Nie jest to historia o spektakularnym skoku na maszyny warte miliony złotych. Przeciwnie – dobrze pokazuje, jak wygląda przestępczość na polskich budowach: sprawcy działają lokalnie, wykorzystują proste metody i regularnie te same okazje. Choć podobnych przypadków nie brakuje, branża nadal częściej postrzega je jako pojedyncze incydenty niż poważne zagrożenie.
Z raportu „BauWatch Crime Report 2026” wynika, że jedynie 36% specjalistów w Polsce uważa, że przestępczość na placach budowy rośnie. Dla porównania – średnia europejska wynosi niemal 58%. Ta różnica jest uderzająca. Nie świadczy jednak o odmiennym poziomie zagrożenia, lecz raczej o sposobie, w jaki jest ono postrzegane.
Wystarczy spojrzeć na doświadczenia samych firm, by obraz stał się znacznie mniej optymistyczny. Blisko 74% przedsiębiorstw działających w Polsce padło ofiarą kradzieży, a ponad 60% doświadczyło aktów wandalizmu.
Nie są to pojedyncze relacje czy anegdotyczne przykłady. W „BauWatch Crime Report 2026” oparto się na badaniu przeprowadzonym w I kwartale 2026 r. wśród specjalistów z największych europejskich rynków budowlanych, m.in. z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Polski. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące skali przestępczości, najczęściej kradzionych dóbr oraz stosowanych metod zabezpieczania inwestycji.
Autorem raportu jest BauWatch – firma specjalizująca się w zabezpieczaniu placów budowy oraz zajmująca się monitoringiem tymczasowym. Wnioski warto więc odczytywać z uwzględnieniem, że autorzy publikacji działają na rynku usług związanych z ochroną inwestycji.
Kradzieże „po polsku”: mniej spektakularnie, bardziej dotkliwie
Na tle Europy Polska wyróżnia się pod jednym względem. Złodziei rzadziej interesuje kosztowny sprzęt, a znacznie częściej rzeczy absolutnie podstawowe dla prowadzącego inwestycję. Najczęściej znikają paliwo i stal. Udział kradzieży paliwa sięga 39%, czyli o ponad 13 pkt procentowych więcej niż wynosi średnia unijna. W przypadku stali przewaga względem Europy to niemal 10 pkt procentowych.
To zasadnicza różnica. Kradzież elektronarzędzi oznacza przede wszystkim dodatkowy koszt. Zniknięcie paliwa lub stali często wiąże się z paraliżem na budowie. W konsekwencji pojawiają się opóźnienia, ryzyko naliczenia kar umownych, spada rentowność całej inwestycji. Nieprzypadkowo aż 41% firm wskazuje właśnie opóźnienia jako jedną z najdotkliwszych konsekwencji kradzieży.
Na tym lista strat się nie kończy. Znacznie większym problemem bywają koszty pośrednie. Przestoje oznaczają zmianę harmonogramów, reorganizację pracy, wydłużenie wynajmu sprzętu oraz ponowne zamawianie materiałów. W efekcie rzeczywiste straty mogą wielokrotnie przewyższać wartość skradzionego mienia. W skrajnych przypadkach na opłacalność inwestycji wpływają już nie same kradzieże, lecz terminowa realizacja budowy.
Największe ryzyko jest… w środku
Autorzy „BauWatch Crime Report 2026” pokazują również, kim najczęściej są sprawcy kradzieży. Wbrew obiegowym opiniom bardzo często nie są to przypadkowe osoby z zewnątrz, lecz ludzie mający dostęp do placu budowy – pracownicy, podwykonawcy lub osoby związane z zapleczem logistycznym. Takie przypadki wskazuje 25% respondentów, wyraźnie częściej niż wynosi średnia dla Unii Europejskiej.
Nie jest to zresztą nowe zjawisko. Już w poprzedniej edycji raportu można było przeczytać, że aż 41% firm wiązało incydenty z osobami zaangażowanymi w realizację inwestycji. Problem nie zniknął – przeciwnie, dziś coraz wyraźniej widać, że stanowi jeden z głównych mechanizmów przestępczości na budowach.
Coraz częściej schemat działania jest bardzo prosty. Złodzieje nie forsują ogrodzeń ani nie włamują się na teren inwestycji. Pojawiają się jako rzekomi podwykonawcy, wykorzystując codzienny ruch na budowie i brak dokładnej weryfikacji osób wchodzących na teren inwestycji. Dlatego mogą wynosić materiały, nie wzbudzając podejrzeń.
Znają procedury, wiedzą, gdzie przechowywane są paliwo i stal, a przede wszystkim – swobodnie poruszają się po placu budowy. Nie muszą pokonywać zabezpieczeń, bo często znajdują się już po wewnętrznej stronie. To pokazuje, że sama ochrona fizyczna czy monitoring obwodowy nie wystarczą. Coraz większego znaczenia nabierają procedury kontroli dostępu, weryfikacja personelu oraz nadzór nad łańcuchem dostaw.
Problem nie dotyczy jednak tylko placu budowy. Ponad połowa firm przyznaje, że spotkała się z ofertą zakupu podejrzanie tanich materiałów, które mogły pochodzić z kradzieży. To sygnał, że surowce pochodzące z nielegalnego źródła szybko trafiają z powrotem do obrotu – nierzadko w obrębie tej samej branży.
Oszczędności kosztem zabezpieczeń
Skoro skala przestępczości jest tak duża, dlaczego firmy wciąż nieskutecznie inwestują w bezpieczeństwo? Odpowiedź jest prosta – decydują pieniądze.
Według „BauWatch Crime Report 2026” blisko 45% przedsiębiorstw wskazuje ograniczenia budżetowe jako główną przeszkodę w inwestowaniu w zabezpieczenia. To wynik wyraźnie wyższy od średniej europejskiej. Jednocześnie ponad 70% respondentów przyznaje, że jeśli w trakcie prac trzeba szukać oszczędności, bardzo często dotyczą one właśnie obszaru bezpieczeństwa.
Paradoks jest oczywisty. Wartość materiałów budowlanych i skala realizowanych inwestycji systematycznie rosną, a mimo to na wielu budowach ogranicza się podstawowe środki ochrony.
Najczęściej cięcia obejmują ochronę fizyczną. W ciągu roku wykorzystanie tego rodzaju zabezpieczeń spadło o 11,6 pkt procentowych, a stosowanie ogrodzeń i alarmów zmniejszyło się o ok. 9 pkt procentowych. Jednocześnie niemal 45% specjalistów wskazuje, że decydującym powodem są względy finansowe, podczas gdy jedynie co piąty respondent tłumaczy to niewłaściwym oszacowaniem ryzyka.
To istotna różnica. Nie chodzi o brak świadomości zagrożeń. Firmy wiedzą, z czym mogą się zmierzyć, ale w praktyce bezpieczeństwo zbyt często przegrywa z presją ograniczania kosztów.
W efekcie powstaje luka, którą przestępcy potrafią skutecznie wykorzystać. Mniej ochrony fizycznej, słabsza kontrola dostępu i uproszczone procedury sprawiają, że wejścia na plac budowy pozostają stosunkowo łatwe do sforsowania, a ryzyko wykrycia niechcianych gości nadal jest niewielkie.
Co ważne, pierwsze sygnały było widać już rok wcześniej. Ponad 60% firm deklarowało wtedy, że ograniczenia budżetowe negatywnie wpływają na poziom zabezpieczeń. Dziś nie są to już tylko opinie respondentów. Dane pokazują, że zabezpieczenia są realnie ograniczane.
W teorii tę lukę mogłyby wypełnić nowoczesne technologie. Systemy monitoringu wykorzystujące sztuczną inteligencję potrafią analizować obraz w czasie rzeczywistym, wykrywać nietypowe zdarzenia i błyskawicznie przekazywać informacje operatorom.
Ma to ogromne znaczenie, ponieważ od chwili wykrycia incydentu do przyjazdu patrolu często mija kilkanaście minut. Tyle wystarczy, by sprawcy opuścili teren budowy. Automatyczna analiza obrazu pozwala skrócić czas reakcji, a tym samym zwiększyć szanse na ujęcie złodziei.
Mimo to tempo wdrażania takich rozwiązań nadal pozostaje ograniczone. Powodem są nie tylko koszty, ale również brak odpowiednich kompetencji oraz przywiązanie części firm do tradycyjnych modeli ochrony.
Co się zmieniło przez rok? Przestępcy nie muszą być już „high-tech”
Porównanie danych z dwóch ostatnich edycji raportu pokazuje jeszcze jedną wyraźną zmianę. W 2025 r. branża obawiała się przede wszystkim profesjonalizacji przestępców. Mówiono o zorganizowanych grupach, wykorzystaniu dronów czy próbach włamań do systemów zabezpieczeń. Tegoroczne wyniki rysują jednak zupełnie inny obraz. Dominują kradzieże paliwa i materiałów budowlanych, przeprowadzane prostymi, dobrze znanymi metodami.
Nie oznacza to jednak, że problem stracił na znaczeniu, a przestępcy stali się mniej skuteczni. Po prostu dostosowali sposób działania do warunków panujących na placach budowy. Tam, gdzie zabezpieczenia są ograniczane, najbardziej opłacalne okazują się najprostsze działania.
To właśnie dlatego paliwo pozostaje jednym z głównych celów kradzieży. Nie traci na znaczeniu, ponieważ można je stosunkowo łatwo zdobyć bez dużego ryzyka i możliwie szybko zbyć.
Niepokoi również sposób, w jaki branża postrzega skalę kradzieży na budowach. Odsetek firm zauważających wzrost przestępczości zwiększył się w ciągu roku nieznacznie. Można odnieść wrażenie, że przedsiębiorcy nie tyle reagują na rosnące zagrożenie, ile stopniowo się do niego przyzwyczajają.
Więcej inwestycji to więcej okazji dla złodziei
Polskie budownictwo odpowiada już za ponad 10% PKB i stoi u progu kolejnej fali inwestycji infrastrukturalnych, energetycznych oraz mieszkaniowych.
Większa liczba realizowanych projektów oznacza więcej materiałów, więcej sprzętu i większą liczbę placów budowy. Z punktu widzenia przestępców to po prostu więcej okazji. Tym bardziej że – jak pokazują dane – skuteczna kradzież nie wymaga dziś zaawansowanej technologii. Wystarczą dostęp do inwestycji, sprzyjające okoliczności i nieskuteczne procedury.
Z zestawienia wyników badania wyłania się jeszcze jeden istotny wniosek. Choć większość firm deklaruje świadomość zagrożeń związanych z przestępczością na budowach, równocześnie wiele z nich ogranicza wydatki na zabezpieczenia. Może to oznaczać, że część przedsiębiorstw zaczyna traktować ryzyko kradzieży jako koszt wpisany w realizację inwestycji, a nie wyzwanie wymagające systemowego przeciwdziałania.
Autorzy badania nie przesądzają, czy wraz z kolejną falą inwestycji skala przestępczości będzie rosła. Zwracają jednak uwagę, że place budowy pozostają atrakcyjnym celem dla sprawców, zwłaszcza tam, gdzie ograniczane są środki ochrony i nie funkcjonują skuteczne procedury bezpieczeństwa.
Jednocześnie z analizy wynika, że o wydolności zabezpieczeń nie decyduje wyłącznie liczba kamer czy obecność ochrony. Coraz większego znaczenia nabiera spójny system, w tym kompetentny personel, dostęp do procedur i technologii oraz możliwość szybkiego reagowania na incydenty.
W praktyce oznacza to, że bezpieczeństwo może wpływać nie tylko na poziom strat wynikających z kradzieży, lecz także na terminowość realizacji inwestycji. Z tego powodu coraz częściej staje się elementem zarządzania ryzykiem projektowym, a nie jedynie dodatkowym kosztem operacyjnym.