Każdy ma/ miał/ będzie miał do czynienia z przyrządem, przedmiotem, urządzeniem, które możemy zaliczyć w poczet gadżetów. Rzeczy, które czasem nie pełnią funkcji użytkowej, a wręcz w wielu przypadkach możemy kwestionować ich funkcjonalność, lecz sprawiają nam radość, cieszą oko i po prostu są zabawne. Jest też sporo takich urządzeń, których zakup można by nazwać fanaberią i niepotrzebnym wydawaniem pieniędzy, jednak po krótszym/ dłuższym zastanowieniu dochodzimy do wniosku, że taki wynalazek też chcielibyśmy mieć u siebie i z niego korzystać. Chociażby "głupi" brelok, który ktoś wyposażył w świecącą diodę. Można się obejść, ale gdy po ciemku mamy trafić w dziurkę do zamka w drzwiach, sprawdza się znakomicie (o kształtach tego typu wynalazku nie będę wspominał). Albo, kontynuując wątek kluczy, gadżet, który zaalarmuje nas, gdy zbytnio się od nich oddalimy. A cały zestaw multitooli - narzędzi w jednej obudowie, a wyposażonych w ostrza do cięcia, piłowania, nożyczki, przecinaki, klucze imbusowe, wkrętaki i co tam jeszcze fabryka dała. Dla jednych to mało potrzebny gadżet, w myśl zasady, że jak coś do wszystkiego to i do niczego. Dla innych – przypięty do paska u spodni stanowi podręczną pomoc "w razie czego" i doskonale się sprawdza w życiu. W końcu na te profesjonalne trzeba wydać niezłe pieniądze. Mogę się w tym miejscu założyć, że każdy budowlaniec mniej lub bardziej rozbudowanego multitoola posiada w swojej kolekcji.

Ciągły postęp w technologii materiałowej, elektronice i informatyce powoduje wprowadzanie w codzienne życie coraz większej liczby zminiaturyzowanych urządzeń.