ANDRZEJ PAPLIŃSKI: Po ‘89 roku przez wiele lat gminy budowały sieci wodociągowe, kanalizację i oczyszczalnie ścieków, utwardzały drogi i układały chodniki. Na jakim etapie samorządy są teraz?
PAWEŁ KOWNACKI: Myślę, że większość gmin ma etap budowania infrastruktury strategicznej typu utwardzanie dróg czy budowa oczyszczalni ścieków za sobą, a jeśli już, to raczej wymieniają chodniki na ładniejsze. W gminie Wieliszew jest to wciąż ważna część naszych inwestycji, ponieważ… przybywa nam ludzi. Jesteśmy jako gmina na trzecim miejscu w Polsce, a od wielu lat na pierwszym na Mazowszu, jeśli chodzi o wzrost liczby mieszkańców. Do niedawna na terenie gminy Wieliszew mieszkało 10 tys. osób, dzisiaj już 20 tysięcy. Z samych inwestycji budowanych przez deweloperów przybywa rocznie 1500 mieszkańców.
Nowe osiedla czy skupiska domów wymagają budowy sieci wodociągowej, dróg, chodników. Kiedyś do utwardzonej drogi były dwa kilometry, a teraz raczej 200 metrów, o które proszą nowi mieszkańcy gminy. To nie jest więc problem braku infrastruktury, lecz jej rozbudowy. Nie zaniedbujemy takich inwestycji, dając w ten sposób nowym mieszkańcom i porządną drogę, i możliwość skupienia się na tym, jak budować społeczność, a nie jak zakładać komitet budowy dróg i chodników.

Gminne inwestycje – jakie są kryteria, jak dzielić budżet?
Inwestycje to 20% budżetu gminy. Generalnie podzieliłbym je na inwestycje strategiczne i miękkie. Strategiczne to: budowa i rozbudowa szkół i przedszkoli, oświetlenia ulicznego czy też sieci kanalizacyjnych i wodociągowych.
Inwestycje miękkie to takie, które wzmacniają kapitał ludzki – w Wieliszewie za 8 mln zł budujemy Centrum Społeczno-Kulturalne, a za 7 mln zbudowaliśmy halę sportową w Łajskach. Od 2010 r. trwa rewitalizacja Jeziora Wieliszewskiego, które jest teraz miejscem rekreacji dla mieszkańców. Potrzebne są też małe inwestycje jak: budowa remiz strażackich, skateparków, placów zabaw czy boisk, a także finansowanie imprez kulturalnych, kół gospodyń wiejskich, drużyn i strażaków ochotników, żeby mieszkańcy mieli świadomość, że rzeczywistość wokół nich się zmienia. Jesteśmy na etapie samorządu 2.0, kiedy głównym celem działania gminy jest rozwój kapitału ludzkiego, budowa wspólnoty, a coraz większe znaczenie ma budżet sołecki. Widzę po imprezach kulturalnych gminy, że inwestycje miękkie są niezbędne. Rola wójta i radnych gminy to równoważenie wydatków na infrastrukturę, bezpieczeństwo i kapitał ludzki. Znam byłych już wójtów, którzy rozpoczęli kadencję ambitnymi inwestycjami strategicznymi, ale nie zrobili nic, by inwestycjami miękkimi budować wspólnotę. Takie podejście nie znalazło zrozumienia u mieszkańców.

Skąd finansowanie?
Dochody gminy Wieliszew w 2023 roku wynoszą 115 mln zł. Wydatki to ponad 141 mln zł. Deficyt budżetowy w kwocie 26 mln zł ma zostać pokryty m.in. z emisji obligacji komunalnych. Na inwestycje mamy 28 mln zł. To relatywnie mniej niż w poprzednich latach. Jak wszystkie samorządy straciliśmy na reformie PIT. Z rozliczania się z podatków mieszkańców gminy powinniśmy mieć nawet 29 mln zł, tymczasem ten dochód jest mniejszy o 5-6 mln zł minus inflacja, więc spadek realnych dochodów jest znaczący. Przybywa mieszkańców, ale podatek od nieruchomości i okrojony PIT nie zapewnia gminie pełnego finansowania.
W tej mizerii finansowej szukamy możliwości pozyskania funduszy z zewnątrz. Mamy problem, że jesteśmy za blisko Warszawy; nie wszystkie środki z Unii Europejskiej możemy dostać, bo jesteśmy… za bogaci – wskaźnik G, czyli dochody podatkowe w przeliczeniu na jednego mieszkańca plasują nas daleko w kolejce do wielu funduszy. Najłatwiej dostać środki unijne na projekty twarde, na infrastrukturę. Staramy się pozyskać pieniądze z programów rządowych, umownie z Polskiego Ładu. Z puli Państwowego Funduszu Celowego – Rządowego Funduszu Rozwoju Dróg – za te pieniądze modernizujemy drogi i oświetlenie. Rozbudowaliśmy szkołę w Łajskach dzięki środkom z PFRON-u, bo ta szkoła jest zaangażowana w edukację włączającą (edukacja dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi w systemie powszechnego kształcenia – red.). Z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko zrealizowaliśmy dwa etapy kanalizacji w Michałowie-Reginowie.
Pochodzące z zewnątrz 20% budżetu to poważne wsparcie inwestycji. A nieraz konieczne jest zadłużanie gminy. Rozbudowujemy szkołę w Olszewnicy Starej. Budowa prowadzona jest w formule „zaprojektuj i zbuduj”. Wzięliśmy 16,5 mln kredytu w postaci obligacji komunalnych oprocentowanych na 6-7%, ponieważ większa szkoła jest pilnie potrzebna, mieszkańcy nie chcą czekać, aż gmina uzbiera własne środki. Samorząd Województwa Mazowieckiego – tu współpraca układa nam się znakomicie – wsparł nas kwotą 4 mln zł. Wnioskujemy też o 2 mln zł od Ministerstwa Edukacji i Nauki.
Element ryzyka w gminnych inwestycjach jest bardzo wysoki, ponieważ budżet się nie spina, nie wiemy ile pozyskamy środków z zewnątrz. A mieszkańcy oczekują szybkich decyzji i konkretów, więc nie możemy zwlekać z budową. Przewidujemy w budżecie finansowanie z zewnątrz i gdzie się tylko da szukamy wsparcia. To wielka praca radnych gminy i moja. No i może mityczne KPO w końcu będzie odblokowane…

Jakie kryteria przyjmuje gmina przy wyborze wykonawcy i prowadzeniu inwestycji – czy decyduje fatum najniższej ceny?
Nie chcemy, żeby było najtaniej – dość łatwo udowodnić wykonawcy, że jego cena jest nierealna, nie będzie dobrej budowy za takie pieniądze. Przede wszystkim zawsze staramy się ogłaszać przetarg. Mamy procedurę wewnętrzną, żeby optymalizować kryteria – do warunków przetargu dodajemy wskaźniki, by uniknąć wpadek typu właśnie najniższa nierealna cena. Ogłaszamy się, by zebrać oferty nie tylko w najbliższym kręgu wykonawców.
Kto wygrywa? Czasami jest drożej, musi być drożej, bo gmina wymaga spełnienia różnych warunków, chociażby gwarancji i rękojmi na 4-5 lat. Firmy budowlane wiedzą, że gmina Wieliszew jest dobrym płatnikiem, ale wymagającym. O to dbają też moi ludzie, ponieważ najważniejsza dla nas jest jakość inwestycji, a co za tym idzie nadzór. Zatrudniamy inspektorów nadzoru, którzy nie są na budowie od święta, tylko praktycznie non stop i szybko reagują na problemy.
Nie zawsze spotykamy się z aniołami biznesu, ale mogę też powiedzieć, że moi pracownicy nie odpuszczają, nie ma taryfy ulgowej. Na szczęście jest coraz więcej firm, które są nauczone dobrej roboty – one mają z nami łatwiej, bo także stawiają na jakość. Wiedzą, że my nie będziemy wydziwiać – zakres, którego od nich oczekujemy będzie egzekwowany – i nic poza tym. Na tym polega odpowiedzialny biznes: każdy wie po co przyszedł. W sytuacji problemów z budową jesteśmy w stanie szukać kompromisu, gdy są obiektywne trudności, np. pandemia opóźnia prace. Ale gdy dochodzi do zaniedbań ze strony firmy budowlanej, wyrozumiałości już nie ma – konsekwentnie egzekwujemy naprawę, także w ramach gwarancji.

Jako wójt nie chcę być posądzany, że stosuję taryfę ulgową dla którejś z firm wykonawczych. Jest zdrowsza atmosfera, gdy wymagam od wszystkich tak samo dużo i mocno. W Wieliszewie fuszerki nie przejdą…

Wspomniał Pan o mizerii finansowej samorządów. Są wydatki sztywne, są rozpoczęte inwestycje, czy konsekwencją mniejszych wpływów do budżetu nie będzie postępujące zadłużenie gmin, także Wieliszewa?
Jest ogromne ryzyko, bo koszty rosną lawinowo, np. oświata to 40% budżetu gminy. Urzędowo podnoszone są pensje minimalne, a nie idzie za tym wystarczająca kwota subwencji oświatowej, tymczasem presja płacowa jest ogromna! Musimy z własnych dochodów pokrywać niedobory, a więc zaczyna brakować na inwestycje. Mieszkańcy się denerwują, radni się denerwują, że dzieci nie mają się gdzie uczyć, więc – jak w Olszewnicy Starej – rozbudowujemy szkołę za pożyczone pieniądze. To potencjalny scenariusz zadłużania – rośnie dług, rośnie oprocentowanie i koszt spłacania długu. Skarbnicy w gminach mają spore palpitacje serca i zszargane nerwy. Muszą hamować nas, samorządowców, że nie zawsze „chcieć to móc” i czasami ambitne plany trzeba odłożyć na przyszłość.
Większość decyzji inwestycyjnych utożsamiana jest z wolą wójta, ale muszę mieć poparcie radnych, by takie decyzje, szczególnie te zwiększające deficyt, podejmować. Na szczęście jest też RIO, czyli Regionalna Izba Obrachunkowa, która studzi zapały – trzeba mieć jej opinię, czy jest realna możliwość spłaty obligacji przez gminę. Były już przypadki w Polsce, że rozwiązano gminę, ponieważ wójt tak bardzo chciał realizować potrzeby mieszkańców, że korzystał nawet z oferty parabanków. W gminie Wieliszew staramy się racjonalizować budżet i wydatki.
Jeśli pożyczamy pieniądze, to na inwestycje, które pozwolą w przyszłości zwiększyć dochody gminy albo spełniają podstawowe potrzeby mieszkańców, jak właśnie szkoła. Budujemy i rozbudowujemy przedszkola, bo w ten sposób zachęcamy nowych mieszkańców gminy do pozostania tutaj. Kryterium przyjęcia do przedszkola jest m.in. rozliczanie PIT-u w naszej gminie, a więc tym sposobem wpływamy na wielkość dochodów. Wynajmujemy po cenach komercyjnych pomieszczenia szkoły czy salę koncertową, daje to jakiś mały, ale zawsze dochód.

Gmina Wieliszew jest na szlaku planowanej linii kolejowej, które ma przeciąć bezcenne przyrodniczo łąki nad Narwią. Celem PLK jest przyspieszenie o 6 minut podróży z Olsztyna do Centralnego Portu Komunikacyjnego. Kolej chce przeciąć gminę na pół, zniszczyć to co najcenniejsze i… gmina jest bezbronna?
Państwo ma argument, że gdyby nie specustawy to nie powstałyby autostrady… Wydaje mi się, że są jednak miejsca, gdzie rozwiązania siłowe powinny być używane dopiero w ostateczności. Mam nadzieję że to państwo weźmie pod uwagę dramat tysięcy mieszkańców i wizję zniszczenia ponad 20 km2 nieskażonych łąk i bagien, na których mieszkają łosie, jelenie, orzeł bielik, a nawet wilki. Ten rozległy teren ma taką samą wartość jak Puszcza Kampinoska. Mamy opracowania naukowców udowadniające, że tereny, przez które mają przebiegać tory, są bezcenne i powinny być wpisane do sieci Natura 2000. Gdy kolej ogłosiła konsultacje z mieszkańcami, zaprosiliśmy autorytety naukowe – od flory i fauny, od budowy mostów; ludzi z tytułami profesorskimi, by pokazać jak absurdalna to decyzja.
Chociaż państwo ma mocne argumenty – z presją na budowanie infrastruktury strategicznej trzeba walczyć, jeśli jest tak kontrowersyjna jak budowa kolei tylko po to, by zyskać parę minut. Są gminy, gdzie wójtowie zachowali bierność w takich sprawach, tam inicjatywę przejęli lokalni aktywiści. I czasem mieszkańcy dziękują takim wójtom za udział w życiu publicznym, dając temu wyraz czy to w wyborach, czy referendach. Rola wójta to praca na rzecz gminy i jej mieszkańców, dlatego jestem na czele tego protestu.

Liderzy muszą być liderami; nowoczesne przywództwo nie polega na tytule wójta, lecz na tym że człowiek ciągnie za sobą pozostałych ludzi, daje szansę wszystkim, którzy chcą uczestniczyć w procesach mających wpływ na rozwój gminy.

Czy kolej powstanie? Będzie więcej wiadomo po jesiennych wyborach…A do zagrożeń dodałbym brak planu miejscowego dla całej gminy i ogromną presję deweloperów, ale i mieszkańców – właścicieli działek, by na tych pięknych przyrodniczo terenach budować domy na podstawie warunków zabudowy. Na wielu działkach podnoszony jest też poziom gruntu, co jest niezgodne z prawem. Prowadzimy szereg działań opóźniających, by do takiej zabudowy nie dochodziło. Dlatego jeszcze jedna batalia, jaką toczy gmina, to wyłączenie terenów zalewowych Narwi z obszaru zabudowy. Planujemy opracowanie nowych planów zagospodarowania przestrzennego dla terenów najbardziej cennych przyrodniczo. Bardzo liczymy na nowe prawo o planowaniu przestrzennym, które ograniczy możliwość budowania daleko od szosy. Nie sprawdzają się przepisy o ochronie środowiska, bo np. tworzenie rezerwatu wiązałoby się w koniecznością wykupu działek. Chcemy więc zrobić dziewicze łąki użytkiem ekologicznym, a przede wszystkim jak najszybciej uchwalić plan miejscowy.

Jest Pan znany z tego, że jest biegającym wójtem, dosłownie – biegaczem. I z otwartości – numer Pana komórki jest ogólnie dostępny. Jaką Pan ma misję jako wójt?
Mój główny cel to być w kontakcie z mieszkańcami. Chcę bezpośrednio od ludzi dowiadywać się o tym, co dobre i złe w gminie. Sporadycznie są to trudne kontakty, gdy spotykam się z brakiem kultury, ale generalnie uważam, że taka postawa wobec mieszkańców gminy bardzo się opłaca. I jest konieczna. A bieganie? Pomaga rozładować napięcie, złapać dystans do wielu spraw, którymi się zajmuję, przemyśleć decyzje. No i mam na oku całą gminę. Moi pracownicy wiedzą, że ja znajdę wszystko…

Rozmawiał Andrzej Papliński