Budownictwo odpowiada za ok. 40% emisji dwutlenku węgla, przy czym mamy tu na myśli nie tylko eksploatację budynków, lecz także ich budowę, procesy technologiczne, produkcję materiałów budowlanych i ich ponowne wykorzystanie. Zrównoważone budownictwo ma na celu ograniczenie emisji oraz zużycia energii i wody, recykling materiałów, jak również zapewnienie komfortu użytkownikom i dbałość o środowisko.
Od 2030 r. wszystkie nowe budynki muszą być zeroemisyjne, a dwa lata wcześniej także wszystkie nowe budynki publiczne. Zostało więc niewiele czasu. Zadaliśmy ekspertom z branży kilka pytań, by dowiedzieć się, dlaczego w Polsce przemiany w sektorze budowlanym postępują tak wolno. Odpowiedzi udzieliły: ANNA BĄK, liderka zespołu zrównoważonego rozwoju w firmie Arup Polska, AGNIESZKA BUCZYŃSKA-PIGUŁA, dyrektorka pionu inwestycji w Poznańskim Towarzystwie Budownictwa Społecznego, KLARA JANICKA, architektka prowadząca i dyrektorka ds. zrównoważonego rozwoju w APA Wojciechowski Architekci.
Jakie są największe bariery wdrażania w budownictwie rozwiązań ekologicznych?
ANNA BĄK: Bariery wdrażania rozwiązań ekologicznych – zarówno na rynku światowym, jak i krajowym – można podzielić na kilka kategorii: ekonomiczne, regulacyjne, rynkowe i procesowe. Do najważniejszych barier ekonomicznych należą wyższe koszty początkowe inwestycji. Wynikają one z zastosowania odnawialnych źródeł energii czy zaawansowanych systemów wentylacyjno-klimatyzacyjnych. Bariery rynkowe związane są m.in. z brakiem transparentności w deklaracjach producentów oraz zjawiskiem greenwashingu, tj. przedstawianiem produktów, usług lub działań jako bardziej przyjaznych środowisku, niż ma to miejsce w rzeczywistości. Natomiast bariery procesowe – z nadal małą świadomością uczestników postępowania inwestycyjnego i zbyt późnym podejmowaniem decyzji w zakresie wdrażania zrównoważonych rozwiązań na etapie projektowania. Jednak najpoważniejsze pozostają bariery regulacyjne i systemowe, w tym brak jednolitych standardów, jasno określonych definicji oraz zmiany w przepisach prawnych.
AGNIESZKA BUCZYŃSKA-PIGUŁA: Zastosowanie rozwiązań ekologicznych wiąże się z wykonaniem wielokryterialnej analizy ich wykorzystania, co jest kosztowne, wymaga zaangażowania i zapoznania się z uwarunkowaniami lokalnymi. Do najważniejszych barier należą ograniczenia związane z możliwością zastosowania poszczególnych rozwiązań w zależności od sposobu użytkowania obiektu, przyzwyczajeń najemców oraz kosztów jego budowy i eksploatacji. Duże znaczenie mają bariery formalne, a także powierzchowna w tym zakresie wiedza inwestorów i projektantów. Energooszczędne technologie wciąż wymagają popularyzacji i promocji. Na osiągany efekt energetyczny mogą wpłynąć błędy projektowe i wykonawcze. Warto pamiętać, że niektóre działania proekologiczne są kosztowo neutralne, wystarczy tylko odpowiednio wybrać bryłę budynku i wykorzystać naturalne zasoby, chociażby energię słoneczną.
KLARA JANICKA: Najczęściej spotykam się z opinią, że głównymi barierami są koszty i ograniczona dostępność rozwiązań. Co do tych ostatnich, to sytuacja cały czas się polepsza. Natomiast co do kosztów, to poniesione dziś, pomogą jutro. W obliczu zmian, jakie pociągnie za sobą implementacja dyrektywy EPBD do naszego porządku prawnego, myślenie o ekologicznych rozwiązaniach już teraz zaowocuje oszczędnościami w przyszłości. W dłuższej perspektywie czasowej okaże się, że dzięki inwestycjom w ekologię, budynki zużyją mniej energii, nie będzie konieczna ich dekarbonizacja, wygenerują mniej emisji i będą mieć niewielki operacyjny ślad węglowy, a użytkownicy lepiej się w nich poczują.
Dochodzą też kwestie wizerunkowe i perspektywa kolejnych inwestycji. Jeśli chodzi o finansowanie, łatwiej jest uzyskać fundusze na przedsięwzięcie określane jako zrównoważone czy zgodne z zasadami taksonomii. Obecnie, zwłaszcza w sektorze budynków biurowych, obowiązuje już pewien standard – coraz rzadziej spotyka się budynki bez certyfikatu świadczącego o zastosowaniu zrównoważonych rozwiązań. Według danych PLGBC na koniec 2025 roku niemal 99% nowoczesnych powierzchni biurowych w Polsce podlegała certyfikacji. Dane te dotyczą zarówno budynków nowych, jak i tych oddanych do użytku jakiś czas temu.
W jakim stopniu obowiązujące przepisy sprzyjają, a jak bardzo ograniczają rozwój inwestycji zrównoważonych?
ANNA BĄK: Dużą przeszkodą we wdrażaniu zrównoważonych rozwiązań stanowią kwestie regulacyjne. Chociaż, zgodnie z założeniami polityki UE dotyczącej zrównoważonego rozwoju, bardzo ważne jest wsparcie działań proekologicznych i dążenie do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, nadal brakuje jednoznacznych, powszechnie obowiązujących standardów projektowania i realizacji budynków o bardzo niskiej lub zerowej emisyjności. Nie ma także jednolitej definicji budynku zeroemisyjnego, a poszczególne państwa tworzą własne często niespójne standardy dotyczące tej kwestii. To utrudnia wypracowanie jednolitego podejścia do zrównoważonego budownictwa. W efekcie państwa członkowskie UE mają własne definicje budynków zeroemisyjnych i odmienne kryteria.
Taka niespójność utrudnia upowszechnianie i skuteczne wdrażanie w budownictwie rozwiązań bardziej przyjaznych środowisku. W praktyce oznacza to, że ten sam budynek w jednym państwie będzie mógł być oznaczony jako niskoemisyjny, a w drugim już nie. Według badań Climate Action Network Europe kraje Unii Europejskiej mogłyby pozyskiwać nawet 20% energii z instalacji fotowoltaicznych montowanych na budynkach. Mimo tego wiele państw członkowskich, w tym Polska, nadal nie posiada odpowiednich regulacji, które pozwoliłyby w pełni wykorzystać ten potencjał. To pokazuje, że transformacja w kierunku czystej energii wymaga dalszych zmian legislacyjnych i większego tempa ich wdrażania.
AGNIESZKA BUCZYŃSKA-PIGUŁA: Niestety biurokracja, skomplikowany proces uzyskiwania pozwoleń na budowę i uzgodnień środowiskowych dotyczących innowacyjnych obiektów jest barierą w popularyzacji rozwiązań ekologicznych. Brakuje realnie obowiązujących wymagań dla dostawców mediów w zakresie promowania w budynkach zielonej energii czy retencjonowanej wody opadowej. Niepewność, jak będą w przyszłości wyglądać rozliczenia, nie pozwala na właściwe oszacowanie i ocenę opłacalności tego typu działań.
W praktyce rozwiązania ekologiczne – np. obniżanie dopuszczalnego w budynku zapotrzebowania na energię – wdrażane są niejako siłowo, poprzez stawianie coraz ostrzejszych ograniczeń. Nie istnieje system nagród i premii dla inwestorów działających w zgodzie z wymaganiami środowiskowymi. Wprowadzenie np. przepisów dotyczących infrastruktury przeznaczonej do zasilania samochodów elektrycznych, zamiast zakładanego korzystnego wpływu na rozwój tego rodzaju środków lokomocji, przyczynia się do sztucznego blokowania mocy przyłączeniowych i tym samym uniemożliwienia podłączania do sieci realnych zielonych budynków.
KLARA JANICKA: Przepisy cały czas ewoluują i – mówiąc kolokwialnie – „gonią” potrzeby rynku oraz wytyczne unijne. Po części napędzają rozwój zrównoważonych inwestycji, narzucając pewne standardy. Nadal jednak napotykamy bariery legislacyjne, np. nie ma jasnych zasad wprowadzania do obiegu wyrobów budowlanych pochodzących z demontażu lub stosowanych wcześniej w innej inwestycji. Zostaje nam zatem głównie downcycling, czyli wykorzystywanie tych materiałów jako składnika lub półproduktu. Nie mówię tu o surowcach takich jak aluminium, stal czy szkło, bo istnieje szereg przykładów na ich doskonały recycling, ale o materiałach budowlanych pozyskanych z demontażu budynku. Wyroby budowlane wprowadzane są do obrotu na podstawie art. 10 Prawa budowlanego, co oznacza, że te z demontażu musiałyby spełnić te same normy, co wyroby nowe. Liczę, że pojawi się rozwiązanie systemowe ułatwiające takie działania i zachęci do tworzenia banków materiałów oraz znormalizuje ponowne wykorzystanie zasobów.
Jakie zmiany są potrzebne, by zielone budownictwo stało się standardem?
ANNA BĄK: Konieczne jest przede wszystkim stworzenie spójnych definicji i jednolitych standardów dotyczących całego sektora budowlanego. Kluczowe znaczenie mają trzy działania: opracowanie krajowych ścieżek dekarbonizacji, wyznaczenie mierzalnych celów budowlanych oraz rozwój kompetencji – zarówno wśród przedstawicieli administracji, jak i osób w każdym etapie łańcucha dostaw. To fundamenty, które pozwolą uporządkować rynek i przyspieszyć realną transformację sektora. Równie istotna jest transparentność danych. Bez niej trudno ocenić skalę postępów i budować zaufanie do specjalistów realizujących zrównoważone inwestycje. Dlatego potrzebne jest wprowadzenie obowiązku ujawniania informacji o zużyciu energii, źródłach jej pochodzenia oraz realizacji celów dotyczących zerowej emisji netto (osiągnięcie balansu między emisją gazów cieplarnianych a ich pochłanianiem z atmosfery). W pierwszej kolejności takie regulacje powinny dotyczyć sektora publicznego, a w kolejnej – zostać rozszerzone na pozostałe segmenty rynku. Dzięki temu nawet najmniej efektywne budynki mogłyby stopniowo osiągać neutralność emisyjną.
AGNIESZKA BUCZYŃSKA-PIGUŁA: Najprostsze zmiany, jakie muszą zostać wprowadzone, to uświadamianie znaczenia realnych rozwiązań proekologicznych i ich promocja. Konieczne są zmiany legislacyjne, a w dłuższej perspektywie – stałe ceny mediów. Bo to realnie kompensuje zysk ekologiczny. Inwestorzy wykorzystujący systemy fotowoltaiczne ponoszą wysokie koszty magazynowania energii, co realnie niweczy potencjalny zysk z montażu tego typu instalacji.
Obecnie także koszt wykonania zbiorników retencyjnych i instalacji służących do zatrzymania wody na terenie inwestycji jest niewspółmiernie wysoki w porównaniu do stawek rozliczeniowych stosowanych przez gestorów mediów.
Bardzo często inwestorem budowy jest inny podmiot (np. deweloper) niż ten, który ma być docelowym użytkownikiem budynku. W przypadku inwestora nastawionego na szybki zysk trudno o przyjęcie rozwiązań proekologicznych, często podnoszących koszty realizacji, nawet jeśli nakłady na utrzymanie budynku byłyby w przyszłości mniejsze. Wymagane są zmiany na gruncie legislacyjnym i proceduralnym. Bez uproszczenia sposobu działania ciężko o zmianę podejścia. Wskazane jest wprowadzenie rozwiązań promujących finansowanie ekologicznych przedsięwzięć, a także określenie, w jaki sposób rozliczać zużycie mediów. Nie bez znaczenia jest uświadamianie uczestników procesów inwestycyjnych i ich docelowych odbiorców o skutkach wybranych rozwiązań. Niezbędne jest także uelastycznienie w pozyskiwaniu różnych źródeł energii.
KLARA JANICKA: Trudne pytanie, bo to szereg zależności i naczyń połączonych. Jakiś czas temu powiedziałabym, że świadomość odbiorców, ale z nią jest już naprawdę nieźle. Klienci również stawiają na wartości ekologiczne. Użytkownicy natomiast coraz częściej oczekują wysokiego standardu środowiska, w którym chcą żyć. W miastach można znaleźć wiele dobrych przykładów i ciekawych inicjatyw, np. dotyczących zielonych zamówień publicznych. Można by powiedzieć, że niczego w tej układance nie brakuje. A jednak nadal istotnym ograniczeniem pozostają koszty i obecnie – niesprzyjające okoliczności gospodarcze. W dobie niepokojów i zagrożeń geopolitycznych, z jakimi się obecnie zmagamy, można oczekiwać, że ekologia nie będzie na pierwszym miejscu. Ja jednak z radością obserwuję, jak rozwój zielonego budownictwa następuje krok po kroku. I jestem optymistką.