Trafiła mi niedawno w ręce specyfikacja istotnych warunków zamówienia, w której zamawiający (publiczny oczywiście) sformułował termin realizacji wykorzystując następujący schemat: „zamówienie należy wykonać w terminie 5 miesięcy od dnia podpisania umowy, jednak nie później niż do 31 grudnia 2019 roku”. Zapytany, po co ten 31 grudnia, odpowiedział, że są przepisy, które zmuszają go, aby w tym terminie przedmiot zamówienia był już gotowy i działający. Ostatecznie na szczęście z tego dopisku zrezygnował. Dlaczego „na szczęście”?

Cóż, chodzi tu przede wszystkim o ryzyko związane z czasem prowadzenia postępowania o udzielenie zamówienia publicznego. Nie ma co ukrywać: co prawda czas trwania takiego postępowania nie zależy w stu procentach od działań i woli zamawiającego, ale to jednak on jest głównym rozgrywającym, on kształtuje warunki takiego postępowania i zwykle czas jego trwania w największym stopniu od zamawiającego zależy. Jasne, niekiedy zdarzy się, że zamawiający będzie bez winy – ale czy winę za przedłużenie postępowania będzie ponosił wykonawca, z którym zostanie podpisana umowa? Prawie nigdy. Dlaczego zatem to właśnie on ma ponosić całe ryzyko z tym związane?

Bo ryzyko jest bardzo, ale to bardzo dotkliwe. Jeśli postępowanie pójdzie sprawnie i umowa będzie podpisana 1 lipca – wykonawca będzie miał 5 miesięcy na realizację. Jeśli umowa będzie nosić datę 1 sierpnia – także 5 miesięcy. Ale jeśli pojawią się odwołania, jeśli zamawiający będzie musiał weryfikować dokumenty kolejnych wykonawców i